Pływający Targ chcieliśmy zobaczyć bardzo. W planach był poczatkowo jeden z mniej komercyjnych tagów, jednak okazało się, że targ w Damnoen Saduak jest jedynym, który "działa" także w dni powszednie. W Bangkoku nie spędziliśmy ani jednego weekendu, więc za dużego wyboru targów pływających nie mieliśmy. Stąd wyszło na to że odwiedzimy właśnie Damnoen Saduak. Tak więc, że Floating Market w Damnoen Saduak będzie przesiąknięty komercją wiedzieliśmy jeszcze zanim się na nim znaleźliśmy. Pomimo to postanowiliśmy dołożyć wszelkich starań, żeby na niego dotrzeć. Zresztą nasza filozofia mówi, że to co komercyjne nie konieczne jest złe, fuj, ble... Chcieliśmy to zrobić oczywiście przy jak najmniejszych kosztach, więc zdecydowaliśmy się zorganizować transport na własną rękę.
piątek, 22 maja 2015
Floating Market w Damnoen Saduak
Pływający Targ chcieliśmy zobaczyć bardzo. W planach był poczatkowo jeden z mniej komercyjnych tagów, jednak okazało się, że targ w Damnoen Saduak jest jedynym, który "działa" także w dni powszednie. W Bangkoku nie spędziliśmy ani jednego weekendu, więc za dużego wyboru targów pływających nie mieliśmy. Stąd wyszło na to że odwiedzimy właśnie Damnoen Saduak. Tak więc, że Floating Market w Damnoen Saduak będzie przesiąknięty komercją wiedzieliśmy jeszcze zanim się na nim znaleźliśmy. Pomimo to postanowiliśmy dołożyć wszelkich starań, żeby na niego dotrzeć. Zresztą nasza filozofia mówi, że to co komercyjne nie konieczne jest złe, fuj, ble... Chcieliśmy to zrobić oczywiście przy jak najmniejszych kosztach, więc zdecydowaliśmy się zorganizować transport na własną rękę.
PODZIEL SIĘ:
czwartek, 21 maja 2015
W drodze do Tajlandii
Piątek. Ósma, dziewiąta, dziesiąta.... Niecierpliwie odliczałam godziny. Niby byłam w pracy, ale moje myśli były już w zupełnie innym miejscu. No i w końcu wybiła 15:30. Po ośmiu godzinach piątkowej męczarni byłam coraz bliżej zasłużonego wypoczynku w rajskim kraju. Zanim jednak do Tajlandii trafiliśmy (ja i Wojtek), po pierwsze musieliśmy dotrzeć do Warszawy. Niby blisko, a daleko.
W listopadzie, po szumnym ogłoszeniu przez PKP zniżek na mega, super, hiper, szybki pociąg, postanowiliśmy skorzystać z tej opcji. Pierwsze podejście zrobił Wojtek. 14 listopada przed godziną 0:00 udał się na dworzec kolejowy w Gdańsku. Stanął grzecznie w kolejce, która nota bene była bardzo krótka i zamierzał kupić bilety. Ważne jest tu słowo zamierzał ponieważ jak wszem i wobec wiadomo, serwery PKP uniemożliwiły ich sprzedaż. I tak PKP bujało się z problemem serwerów ładnych parę dni. Koniec końców sukces. 23 grudnia czyli dokładnie 30 dni przed podróżą do Warszawy kupiliśmy bilety na pendolino za 49 zł od osoby.
23 stycznia 2015 r. o godzinie 18:00 wyczekiwaliśmy, aż maszyna podjedzie. I podjechała. Była niczym celebrytka wyczekiwana przez tłumy fanów. Kilka osób nawet pokusiło się o nakręcenie filmu pt. "sunie pendolino po torach". Maszyna wygląda ciekawie, w szczególności jej przód niczym dziób ptaka. Robi się jednak trochę smutno, kiedy przychodzi nam się zachwycać czymś, co poza granicami naszego kraju jest z reguły normalnością, a to przecież MY jesteśmy zieloną wyspą.
Wgramoliliśmy się do naszego przedziału i rozsiedliśmy wygodnie. Trzeba przyznać, że miejsca na nogi jest sporo. Zaletą jest również bez wątpienia fakt, że pociąg jest ciii...chutki. Gdyby nie to, że wyłączono ogrzewanie i zmarzłam nieco, to powiedziałbym, że podroż przebiegła rewelacyjnie.
Po 3 godzinach byliśmy w Warszawie...
23 stycznia 2015 r. o godzinie 18:00 wyczekiwaliśmy, aż maszyna podjedzie. I podjechała. Była niczym celebrytka wyczekiwana przez tłumy fanów. Kilka osób nawet pokusiło się o nakręcenie filmu pt. "sunie pendolino po torach". Maszyna wygląda ciekawie, w szczególności jej przód niczym dziób ptaka. Robi się jednak trochę smutno, kiedy przychodzi nam się zachwycać czymś, co poza granicami naszego kraju jest z reguły normalnością, a to przecież MY jesteśmy zieloną wyspą.
Wgramoliliśmy się do naszego przedziału i rozsiedliśmy wygodnie. Trzeba przyznać, że miejsca na nogi jest sporo. Zaletą jest również bez wątpienia fakt, że pociąg jest ciii...chutki. Gdyby nie to, że wyłączono ogrzewanie i zmarzłam nieco, to powiedziałbym, że podroż przebiegła rewelacyjnie.
Po 3 godzinach byliśmy w Warszawie...
PODZIEL SIĘ:
sobota, 21 lutego 2015
Prezentacja w Południku 18
W czwartek 26.02.2015 o godz. 18:30 zapraszamy do kawiarenki Południk 18 na spotkanie z cyklu "Podróżnicze Czwartki". Poprzez opowieść oraz pokaz zdjęć zabierzemy Was do niebieskich miast północnego Maroka, do barwnego Marrakeszu, wietrznej As-Sawiry oraz do gorących pustynnych miasteczek południa. Pokażemy architekturę, kolory i unikalne piękno tych orientalnych miejsc. Podpowiemy również jak samodzielnie zorganizować wyprawę do tego niezwykłego kraju.
PODZIEL SIĘ:
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Lanzarote - kilka wskazówek
W chłodne, zimowe dni najlepiej spakować walizkę i wyemigrować na 3 miesiące tam gdzie aura jest zdecydowanie łaskawsza. A jak nie na trzy miesiące to chociaż na tydzień. Zaletą podróży zimą lub późną jesienią w cieplejsze klimaty niż polskie jest przede wszystkim cena. W dzisiejszym poście skupimy się na pewnej wyspie kanaryjskiej, a dokładnie na Lanzarote.
Jakieś dwa tygodnie temu zwrócono się do nas z prośbą o pomoc w zrobieniu mapy ze wskazaniem tego co watro zobaczyć na Lanzarote. Pytanie zostało skierowane przez osoby, które zakupiły wycieczkę w biurze podróży, a na wyspie planują wynająć samochód i trochę ją pozwiedzać na własną rękę. Fajną wycieczkę z opcją all inclusive, w przyjemnym i dogodnie położonym hotelu można kupić za ok. 2200 zł. Można też kombinować na własną rękę z Gdańska lub Warszawy np. przez Paryż.
My na tej magicznej, wulkanicznej wyspie nie byliśmy nigdy - niestety, albo stety bo mamy kolejny cel - Wyspy Kararyjskie. Stąd wszystkie informacje zamieszczone w poście są wiedzą zaczerpniętą od wujka Googla. Przy układaniu mapy miejsc, które warto zobaczyć, kierowaliśmy się przede wszystkim niezastąpioną aplikacją Gogle Earth.
Jakieś dwa tygodnie temu zwrócono się do nas z prośbą o pomoc w zrobieniu mapy ze wskazaniem tego co watro zobaczyć na Lanzarote. Pytanie zostało skierowane przez osoby, które zakupiły wycieczkę w biurze podróży, a na wyspie planują wynająć samochód i trochę ją pozwiedzać na własną rękę. Fajną wycieczkę z opcją all inclusive, w przyjemnym i dogodnie położonym hotelu można kupić za ok. 2200 zł. Można też kombinować na własną rękę z Gdańska lub Warszawy np. przez Paryż.
My na tej magicznej, wulkanicznej wyspie nie byliśmy nigdy - niestety, albo stety bo mamy kolejny cel - Wyspy Kararyjskie. Stąd wszystkie informacje zamieszczone w poście są wiedzą zaczerpniętą od wujka Googla. Przy układaniu mapy miejsc, które warto zobaczyć, kierowaliśmy się przede wszystkim niezastąpioną aplikacją Gogle Earth.
Samochód rezerwowaliśmy już tradycyjnie na stronie pośrednika autoeurope.pl. Poszukiwane było cudo na kółkach z segmentu D - padło na Focusa z wypożyczalni Goldcar. Wynajęcie z opcją zwrotu pojazdu z możliwie pustym bakiem (tzw. pełny-pusty) kosztowała 65 euro za 7 dni, natomiast opcja zwrotu pojazdu z pełnym bakiem (tzw. pełny-pełny) kosztowała 135 euro. W przypadku wynajęcia w opcji pełny-pusty musimy przy odbiorze auta zapłacić jeszcze haracz za benzynę znajdującą się w baku. Oczywiście wypożyczalnia nie liczy tego po stawkach obowiązujących na stacjach benzynowych. W przypadku aut tej kategorii (D) wypożyczalnia pobiera ok. 120 euro zaliczki, na co składa się opłata za paliwo (86 euro) i opłata "serwisowa" (34 euro). Pełną tabelę ze stawkami za paliwo znajdziecie tutaj. W Goldcar jest jeszcze jeden myk na naszą korzyść. Jak zwracamy auto do wypożyczalni to przysłowiowy pan Heniek sprawdza ile zostało paliwa i możemy liczyć na zwrot pewnej kwoty. Stawka za paliwo (to 86 euro) jest dzielona przez 8 i za każdą zostawioną działkę na wskaźniku poziomu paliwa dostaniemy zwrot tej 1/8. Jeśli zostawimy 3 podziałki paliwa to oddadzą nam ok. 32 euro. Opłaty serwisowej nikt nam już nie odda. Tak przynajmniej opisują to w swoim regulaminie. ;-)
W przypadku wynajęcia auta w opcji pełny-pełny musimy się martwić tylko o to, żeby przed oddaniem auta zatankować go do pełna. Jeśli się tego nie zrobi, wypożyczalnia potrąci nam opłatę serwisową i doliczy jeszcze stawkę za brakujące litry. To chyba na tyle w temacie wynajęcia auta. Warto zawsze wczytywać się w regulaminy, przemyśleć ile przejedziecie kilometrów i sobie wszystko przeliczyć. W tym przypadku korzystniej wyszła opcja pełny-pusty.
Dla wszystkich, którzy zdecydują się na zwiedzanie wyspy komunikacją publiczną podaję namiary na rozkład jazdy autobusów: http://intercitybuslanzarote.es. Strona jest świetnie zrobiona. Szczególnie podobają nam się mapki połączeń.
Podobno bardzo ciekawym doświadczeniem jest spacer po jarmarku lokalnego rękodzieła odbywającym się w miasteczku Teguise. Targowisko rozkłada się w każdą niedzielę o godzinie 9 i zwija namioty o 14. Lokalny przewoźnik (link w poprzednim akapicie) uruchamia nawet na ten czas specjalną linię autobusową.
Pomocna może też okazać się wskazówka dot. trekkingów po Parku Narodowym Timanfaya. Większość obszaru zajmowanego przez Park Narodowy objęta jest zakazem wstępu dla samotnych turystów. Można się za to udać na jeden z zorganizowanych trekkingów po Parku Narodowym. Udział jest darmowy, ale miejsc jest tak mało, że trzeba sobie je rezerwować kilka miesięcy prędzej. Tutaj podajemy link do strony rezerwacyjnej. Tutaj z kolei trochę informacji po Polsku na temat oferowanych trekkingów.
Mamy nadzieję, ze podane informacje się komuś przydadzą. Zachęcam do komentowania i wrzucania porad w komentarzach. Wskazówki tych, którzy byli i widzieli są bezcenne.
PODZIEL SIĘ:
