środa, 19 sierpnia 2015

4 x Tak dla 4 Islands Tour


4 Islands Tour to wycieczka zdecydowanie godna polecenia. Stosunkowo mało pływania łodzią, bo wszystkie wyspy są blisko siebie, dużo podziwiania, trochę snoorkelingu i moc pozytywnych wrażeń.

Zacznę o tego, że pływanie między wyspami dość szybko nam się znudziło, więc 4 Islands Tour była jak najbardziej dla nas. Pierwsze, drugie wypłynięcie w morze bardzo się nam podobało... wiadomo, powiew nowości, świeżości, wiatr we włosach, ochy i achy. Jednak już podczas wyprawy na Hong Island (trzecie wypłynięcie) irytowało nas, że ponad 50% wycieczki spędzamy na łodzi. Choć jesteśmy znad morza to zdecydowanie zaliczamy się do szczurów lądowych. Four Islands Tour to wycieczka, podczas której i szczury lądowe i lwy morskie będą zadowolone.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Hong Island


Długo się zastanawialiśmy na którą wyspę wykupić kolejną jednodniową wycieczkę. Pytanie brzmiało: Koh Phi Phi czy Hong Island? Padło na Hong Island ponieważ miało być mniej komercyjnie, mniej turystycznie, a równie pięknie. I było pięknie. Niestety turystów było niemało.

Wyprawę zaczęliśmy chwilę po 8 pod naszym hotelem w Krabi. Podjechał po nas załadowany po brzegi songthaew. Na pokładzie było z 50 osób, siedzieliśmy ściśnięci jak sardynki, ale nikt nie narzekał. Czekała nas wyprawa na jedną z najpiękniejszych wysp i nic nie mogło nam tego popsuć. Taką przynajmniej mieliśmy nadzieję.

niedziela, 26 lipca 2015

Raj na ziemi czyli Półwysep Railay


Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Leżenie do góry brzuchem, nicnierobienie, podziwiania udnych widoków i drinki z palemką. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem, ale nie ma czego żałować - było pięknie i ciekawie.

Ok. godziny 7:00 pobudka. Wiadomo - szybki prysznic, śniadanie... poranek jak poranek. Po lekkim ogarnięciu się, ruszyliśmy w stronę przystani. W torebuni ręcznik, kremy i takie tam. Zwarci i gotowi zaczynamy poszukiwania łodzi. Kierunek Railay. Transport znajduje się w zasadzie sam. Młody chłopak chodził po przystani i szukał chętnych, którzy podobnie jak my marzyli o raju na ziemi. Po 8:00 wypłynęliśmy.

czwartek, 16 lipca 2015

Krabi czy Ao Nang?



Do Krabi dotarliśmy dość późno, jednak nie na tyle późno, żeby nie zapuścić się w miasto. Mieliśmy farta. W mieście trwał festiwal piosenki jakiejś tam plus słynny na całą Tajlandię night market. Zresztą nie była to jedyna imprezka, na którą wbiliśmy się podczas naszego pobytu. Z kolei jedyna, na której zjedliśmy pyszne smażone lody. Gdyby ktoś przed wyjazdem do Tajlandii powiedział mi, że takowe istnieją, pomyślałabym, że bajki opowiada. Smażone lody? Że niby jak? Jednak są Pychota.

Jakieś trzy dni później, znowu zupełnie przypadkiem (kto powiedział, że tylko nieszczęścia chodzą parami...), trafiliśmy na kolejny festyn. Tajowie, wraz z garstką nie-tubylców, śpiewali, tańczyli, jednym słowem hulaj dusza piekła nie ma. Podobno być w Krabi i nie trafić na jakąś miejską imprezę nie jest możliwe. Tam ludzie bawią się co najmniej raz w tygodniu. Bawią się cudownie, spontanicznie, na całego. W Krabi spędziliśmy 4 dni i dwa razy raczyliśmy się azjatycką muzyka na żywo. I love Thailand!

wtorek, 7 lipca 2015

Zatoka Phang Nga od innej strony


Z Khao Sok żegnaliśmy się z wielkim smutkiem. Taka jest jednak kolej rzeczy - coś się kończy, coś się zaczyna. Dla nas powoli zaczynała się przygoda z tajskimi wyspami...

Z urokliwego Khao Sok dostaliśmy się autobusem do Takua Pa. To był pierwszy etap podróży. Na dworcu wygramoliliśmy się z autokaru i zaczęliśmy rozglądać się za autobusem do Phang Nga Town, które miało stać się naszą bazą wypadową na zatokę o tej samej nazwie.